download-banner download-banner
Biznes Lifestyle Popkultura

Zippo daje ognia od dziewięciu dekad

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr

Żyjemy w czasach szybkich zmian i produktów o ograniczonym czasie przydatności do użycia. Kolejna generacja popularnych urządzeń elektronicznych pojawia wkrótce po premierze poprzedniej generacji. Sprzęt AGD zaczyna szwankować niedługo po zakończeniu okresu gwarancji.

Na ich tle zapalniczki Zippo to „wybryk”. Zippo pracują według tej samej zasady od prawie dziewięćdziesięciu lat. Prościej być nie może. W kategoriach niezawodności też nie mają sobie równych. Trudno jest zresztą konkurować z  ideałem o dożywotniej gwarancji.

Zippo – początki

George B. Blaisdell wynalazł zapalniczkę Zippo w 1932 roku. Nazwa nawiązywać miała do brzmienia słowa „zipper” (zamek błyskawiczny), które szczególnie przypadło do gustu konstruktorowi.

Tanio, przystępnie i dla każdego – tak mogłoby brzmieć naczelne motto firmy. Bo choć ceny niektórych modeli Zippo sięgają dziś tysięcy dolarów, oryginalną jej wartość ustalono na 1,95 $.

Przy takim podejściu do tematu, nie dziwi fakt, że Zippo w krótkim czasie stała się kultowym przedmiotem codziennego użytku. Oraz amerykańską ikoną, podobnie jak Jack Daniels, Levis czy Harley Davidson.

Europejskie korzenie

Chociaż Zippo uważane są za produkt rdzennie amerykański, to ich początków należy szukać w… Austrii. We wczesnych latach 30. Blaisdellowi zdarzyło się bowiem obserwować swojego przyjaciela, gdy ten korzystał z austriackiej zapalniczki sztormowej. Płomień z niej był wytrzymały i odporny na najsilniejsze nawet podmuchy wiatru. Ale miała mankamenty: do odpalenia potrzebne były dwie ręce, a obudowa była wrażliwa na wgniecenia. Dlatego Blaisdell postanowił udoskonalić ten wynalazek i w 1932 roku stworzył pierwsze Zippo.

Zippo idzie na wojnę

Do wybuchu drugiej wojny światowej wyprodukowano ich aż 300 tysięcy. W obliczu wojennej zawieruchy, firma Blaisdella zatrzymała sprzedaż dla cywili. Wszystkie zapalniczki sukcesywnie wędrowały do amerykańskich żołnierzy stacjonujących na frontach całego świata. Zippo zaczęło być bardzo cenionym towarzyszem działań wojennych. W liście z listopada 1943 roku, generał Eisenhower napisał: To jedyna zapalniczka, która będzie świecić przez cały czas. Generał MacArthur również miał bardzo dobre zdanie o Zippo. Jego zapewnienie, które brzmiało: Jest to prawdziwe dzieło sztuki, którego będę zawsze używał, stało się znakomitą promocją dla marki oraz samego produktu.

Czytaj też:  Notes Hemingwaya

Wojenne zastosowanie Zippo nie pozostało bez echa dla komercyjnej strony działania firmy. Bowiem prawdziwy i niekwestionowany rozgłos zapalniczki Zippo zyskały właśnie dzięki amerykańskim żołnierzom, którzy podczas II wojny światowej zostali obowiązkowo wyposażeni w jeden jej egzemplarz. Był surowy, jednolity i pomalowany czarną farbą. W ten sposób te bezawaryjne zapalniczki benzynowe dotarły za ocean, zyskując nie mniejszy rozgłos niż w swoim ojczystym kraju.

Chrysler Saratoga rusza w trasę

Gdy wojna na dobre się skończyła, Blaisdell musiał na nowo wypromować swoje dzieło wśród ludności cywilnej. W Stanach Zjednoczonych rozpoczęła się era galopującej konsumpcji, a jednym z jej przykładów była miłość do samochodów. U schyłku 1947 r. firma zakupiła więc czarnego Chryslera Saratoga i skierowała go do gruntownej, dość rewolucyjnej przeróbki.

W efekcie otrzymano efektowne auto o frapującej urodzie. Jego cechą charakterystyczną były dwie gigantyczne zapalniczki wznoszące się ponad dachem. Wkrótce specjalny samochód wyruszył w promocyjną podróż po wszystkich stanach. Konstrukcja jednak nie okazała się idealna. Duża waga monstrualnych rozmiarów zapalniczek powodowała częste przebijanie się opon. Na domiar złego opancerzone błotniki utrudniały ich wymianę. Po kontynentalnym tournée  firmowy samochód  został wysłany do warsztatu, gdzie wkrótce o nim zapomniano. Jednak ta niezwykła forma promocji zadziałała na wyobraźnię Amerykanów, którzy masowo zaczęli kupować produkt Blaisdella.

Zippo gadżety

Amok wokół zapalniczki Zippo oraz jej niezwykłą popularność niech ilustruje fakt, że w ciągu ośmiu dekad działania firmy na rynek trafiło ponad 450 milionów zapalniczek. W niezmienionej formie i o identycznej zasadzie działania.

Prosta, oryginalna zapalniczka benzynowa stała się flagowym produktem koncernu, który zadbał także o całą gamę akcesoriów, takich jak skórzane kabury, przenośne kanisterki czy miniaturowe zestawy narzędzi. Pomocnych choćby przy wymianie kamienia lub montażu nowego knota. Z czasem na rynku pojawiły się także długopisy, noże czy klipsy na banknoty ze znakiem Zippo. Ale powiedzmy sobie szczerze – nie były to byty samoistne, a jedynie uzupełnienie zapalniczkowego kultu.

Czytaj też:  Muzyka i duchy

Fabryka nad wodospadem

Co ciekawe, od 1949 do 2002 roku w Niagara Falls w Kanadzie działała równoległa fabryka Zippo, otwarta – jeśli wierzyć źródłom historycznym -ze względu na oszczędności podatkowe i jeszcze niższe koszty produkcji. Trudno jest kanadyjską produkcję (500 tys. rocznie) nazwać marginalną, ale przy prawie siedemnastu milionach Zippo opuszczających oryginalną fabrykę w Bradford stanowiło to rzeczywiście niewielką część. Dziś kanadyjskie edycje Zippo stanowią nie lada rarytasy i są ozdobą niejednej kolekcji.

W międzyczasie imperium Blaisdella, pokonawszy wewnętrzne problemy, zaczęło się rozrastać, powoli wypierając rywali. O tym, że w biznesie nie ma miejsca na sentymenty niebawem przekonał się koncern Ronson – odwieczny i w sumie jedyny konkurent Zippo na rynkach światowych. Po długich przygotowaniach i wnikliwym rozpoznaniu rynku, 3 lutego 2010 firma ta została wchłonięta przez coraz silniejsze Zippo Manufacturing Co.

Na srebrnym ekranie

Wyjątkowość, ale również odpowiednia promocja, sprawiły, że zapalniczka Zippo zagościła w wielu kasowych hollywoodzkich produkcjach. To oczywiście rozsławiło ją jeszcze bardziej. Machina zaczęła napędzać się sama…

Pierwszym gwiazdorem, który odpalał papierosy z charakterystycznym kliknięciem był Humphrey Bogart, który już w 1942 roku używał Zippo na planie słynnej Casablanki. Kolejne ekranowe wystąpienia coraz bardziej pożądanej zapalniczki można by mnożyć w nieskończoność. Miasto Gniewu, Tajemnica Brokeback Mountain, Monachium, Capote, Szklana pułapka, Titanic, Men in Black, Sons of Anarchy czy Good Night and Good Luck to tylko niektóre, co zacniejsze przykłady…

Złoto, kryształy i skóra z aligatora

Z czasem na rynku zaczęły pojawiać się luksusowe wersje Zippo wykonane ze srebra, tytanu czy złota najwyższej próby. Wkrótce potem za upiększanie oryginalnych produktów z Bradford zabrali się jubilerzy z Japonii. Na kopertach Zippo pojawiły się tradycyjne, ręcznie nanoszone i złocone malowidła, miniatury historycznych dzieł sztuki rodem z Kraju Kwitnącej Wiśni. W ślad za nimi, w limitowanych seriach na rynek trafiać zaczęły zapalniczki okładane masą perłową, kryształami Swarovskiego, najprzedniejszymi odmianami granitu lub rzadkimi gatunkami drewna. Był to jednak dopiero początek nietypowego zdobniczego procederu, wkrótce bowiem do rąk kolekcjonerów trafiły zapalniczki w kopertach pokrytych skórą strusia, aligatora oraz pytona.

Geniusz tkwi w prostocie

Wraz z upowszechnianiem się wynalazku znanego jako aerograf, pojawili się artyści, których znakiem rozpoznawczym stały się precyzyjne, oryginalne i jedyne w swoim rodzaju dzieła sztuki wyczarowywane właśnie na ściankach Zippo. Klasykiem znanym wszystkim miłośnikom Zippo jest Włoch Carlo Mazzi, którego inwencja i finezja w tej dziedzinie nie mają sobie równych.

Czytaj też:  5 najciekawszych bibliotek świata

Udziwnienia i niekończące się artystyczne modyfikacje zewnętrznej powłoki nie zmieniały jednak faktu, że wewnątrz nadal pomieszczony był mechanizm najprostszy z możliwych. Kółko z krzesiwem, kamień i bawełniane kłaczki nasączone płynnym paliwem to tajemnica działania Zippo.

Zippo dziś

Obecnie Zippo produkowane są jedynie w Bradford, a każda z nich posiada na spodzie swój własny numer produkcyjny, który umożliwia odczytanie daty powstania oraz zweryfikowania jej autentyczności. Stało się to najważniejszym kryterium i wyrocznią dla czterech milionów hobbystów i zbieraczy w samych tylko Stanach Zjednoczonych. Według pobieżnych szacunków, poza USA jest ich ponad milion, zrzeszonych w niezliczonych klubach i organizacjach kolekcjonerskich.

Zippo dostarcza im wciąż nowe wzory, daje też możliwość stworzenia własnej dekoracji dla zamawianej zapalniczki. Aktualnie w sprzedaży jest kolekcja muzyczna, w której można znaleźć zapalniczkę nawiązującą do ulubionego zespołu. W niej znalazły się również wzory upamiętniające 50-lecie Woodstock.

Bardzo ciekawym konceptem jest kolekcja ASMR (od: Autonomous Sensory Meridian Response). Jej motywem przewodnim jest (obok dawania ognia) dostarczanie wrażeń zmysłowych. Tego przyjemnego mrowienia, które wywołuje dźwięk otwierania zapalniczki, jej odpalania, przejeżdżania paznokciami po chropowatej obudowie i stukania w nią.

Doświadczcie tego sami:

Te zapalniczki mają „to coś”. Nawet, jeśli nie jest się palaczem, chciałoby się mieć taki gadżet „z duszą”.

/Pamięci Jacka, wielkiego fana Zippo/

Fot. Joe Haupt, flickr.com (www.flickr.com/photos/51764518@N02/), Wikimedia Commons, www.zippo.com

Aleksandra Laudańska
Autor

Tropicielka trendów, entuzjastka futurologii i innowacji technologicznych. Animatorka facebookowej społeczności „Agefree – wolni od metryki”.

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
AndrewSzmaragd Recent comment authors
  Subscribe  
Powiadom o
Andrew
Andrew

To sztuka, stworzyć markę legendę i jeszcze zapewnić jej długowieczność. Nie wielu to się udało, np. nie przetrwał słynny producent rewolwerów Colt. Jeszce mnie jest polskich starych marek, a już na pewno brakuje takich znanych na całym świecie. Przypomina mi się pytanie kelnera w restauracji za granica – „A z czego słynie Polska”. Myślałem i drapałem się po łysinie. No nie, przecież nie powiem mu, że z … wódki 🙁

Szmaragd
Szmaragd

Moje Zippo było srebrne i ulokowane w brązowym, skórzanym etui.

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!